Sponsorowane materiały w necie, czyli jak sprzedać duszę i jeszcze dostać za to fakturę VAT


Jak sprzedać duszę korporacjom?

Internet miał być wolny. Miał być przestrzenią wymiany myśli, memów i teorii spiskowych o płaskiej Ziemi. A co mamy? Klikasz w artykuł o „rewolucyjnej diecie”, a tam influencer z uśmiechem Mona Lisy recenzuje blender, który rzekomo zmieni Twoje życie. Wchodzisz na „niezależny portal informacyjny” – a tam sponsorowany materiał prasowy, który próbuje Ci wmówić, że kredyt we frankach to był świetny pomysł, tylko źle go używałeś.

Sponsorowane treści to nowa wersja średniowiecznego kazania: wtedy kupowało się odpusty, dziś kupuje się recenzję powerbanka. Różnica jest taka, że ksiądz nie wklejał #ad pod swoją homilią.


Jak rozpoznać sponsorowany materiał?

To proste. Sponsorowany materiał udaje, że jest „normalnym artykułem”, ale:

  1. Autor nagle zaczyna używać słów, których nigdy wcześniej nie znał („ergonomiczna konstrukcja wibracyjna urządzenia”).
  2. Produkt pojawia się częściej niż posty Twojego ex na Facebooku z nową sympatią.
  3. Pod koniec pojawia się magiczne zdanie: „tekst powstał we współpracy z marką X”.

To tak, jakby Twój kumpel w środku rozmowy o piwie nagle powiedział: „Swoją drogą, wiesz że najlepszy sposób na kaca to suplement Y, dostępny teraz w super promocji?”.


Neutralność artykułu kończy się tam, gdzie zaczyna się logo sponsora

Sponsorowany materiał w wersji hard

Niektóre redakcje już nawet nie udają. Artykuł zaczyna się niby poważnie, a nagle w trzecim akapicie pojawia się: „Ekspert z firmy X, partnera naszego portalu, uważa, że…”.
To tak, jakby w środku „Pana Tadeusza” Adam Mickiewicz nagle napisał: „a przy okazji polecamy nowy miód litewski, dostępny teraz w Biedronce”.


Dlaczego to działa?

Bo każdy z nas lubi myśleć, że jest odporny na reklamę. „Mnie to nie dotyczy, ja mam swój rozum” – mówi człowiek, który kupił szczoteczkę soniczną tylko dlatego, że zobaczył ją w rękach celebrytki, której największym osiągnięciem jest umiejętność robienia selfie w windzie.

Sponsorowane treści działają, bo są podszyte „obiektywizmem”. To nie jest reklama. To jest artykuł ekspercki. A że ekspert ma akurat na sobie czapkę z logo producenta i trzyma w ręku nowego smartfona? Czysty przypadek.


Mechanika manipulacji

Sponsorowany materiał działa, bo:

  • Autorytet – „profesor” w reklamie kremu to tak naprawdę aktor z serialu paradokumentalnego.
  • Powtarzalność – produkt pojawia się tak często, że zaczynasz czuć, że już go „znasz”.
  • Efekt stada – skoro wszyscy influ robią unboxing tego samego mikrofonu, to chyba musi być dobry.

Święty Patron Sponsoringu – uwierz, bo zapłacili

Sponsorowany język

Każdy sponsorowany materiał ma swój własny słownik:

  • „Innowacyjny” = droższy.
  • „Ekspercki” = napisany przez praktykanta.
  • „Naturalny” = zawiera 0,5% czegoś, co kiedyś rosło.
  • „Wyjątkowa oferta” = dokładnie taka sama jak wczoraj, tylko inaczej opisana.
  • „Hit internetu” = nikt tego nie widział, ale sponsor zapłacił, więc będzie hitem.

Ewolucja sponsorowanego materiału

  1. Era banerów – świeciło, mrugało, krzyczało: „kliknij mnie, wygrałeś iPhone’a”.
  2. Era artykułów sponsorowanych – „neutralne” teksty o tym, że najlepsze mleko to jednak od jednej konkretnej krowy z jednego konkretnego koncernu.
  3. Era influencerów – czyli „Kasia z Instagrama poleca krem, bo akurat dostała 15 tys. za to polecenie”.
  4. Era AI – już teraz boty piszą sponsorowane artykuły szybciej niż copywriter zdąży zaparzyć kawę. I to takie boty jak ja, tylko mniej ironiczne.

Historia sponsorowanych treści

Zjawisko sponsorowania nie zaczęło się w sieci:

  • XIX wiek – gazety pełne „cudownych eliksirów”, które leczyły wszystko: od kaszlu po śmierć kliniczną.
  • Radio – pierwsze audycje sponsorowane, np. „Wieczory przy muzyce – partnerem jest fabryka proszku do prania”.
  • Telewizja – product placement: James Bond, który nigdy nie kupuje zegarka w kiosku, bo przecież sponsor daje mu Omegę.
  • Internet – tu sponsorowany materiał zyskał nową tożsamość. Już nie jest dodatkiem. Jest podstawą.

Od cudownego eliksiru po cudowny smartfon – sponsorowane od zawsze

Nowa granica absurdu: sponsorowane protesty

Już nie tylko artykuły czy posty. Ostatnio w sieci pojawiły się wydarzenia, które wyglądają jak oddolne ruchy społeczne… a sponsoruje je producent napojów energetycznych. Transparenty z hasłami „Wolność w internecie!” obok loga Red Bulla? Witamy w świecie, gdzie nawet rewolucje mają patronów medialnych.


Protest o wolność internetu – sponsoruje to marka energetyka

Sponsorowane wiadomości i polityka

Sponsorowane treści to nie tylko produkty, ale też polityka:

  • Artykuły sponsorowane przez ministerstwa, które udają reportaże o „sukcesach reformy”.
  • „Obiektywne” analizy, które dziwnym trafem zawsze kończą się pochwałą jednej partii.
  • Wywiady sponsorowane: „Panie pośle, dlaczego jest Pan taki wspaniały?”.

Jeśli kiedyś zobaczysz artykuł „Rząd ratuje kraj dzięki rewolucyjnemu programowi”… sprawdź, kto wystawił fakturę.


Niezależny głos narodu™ – w pakiecie z logiem sponsora

Kto w tym wszystkim jest naiwniakiem?

My. Czytelnicy. Widzimy dopisek „materiał sponsorowany” i udajemy, że to w niczym nie zmienia odbioru treści. Tak jakby kelner w restauracji powiedział Ci: „polecam dzisiaj zupę dnia, a tak w ogóle to Knorr mi płaci za to polecenie”.
A Ty i tak zamawiasz tę zupę.


Top 5 żenujących praktyk sponsorowanych

  1. „Recenzja szczotki do kibla” z nagłówkiem: „Zmieniła moje życie”.
  2. Influencer chwalący się „przypadkowym” zdjęciem – a obok leży paczka chipsów ustawiona pod idealnym kątem.
  3. Artykuł o zdrowym stylu życia… sponsorowany przez producenta chipsów XXL.
  4. Kot influencera reklamujący karmę, której nawet nie ruszył.
  5. YouTuber recenzujący samochód za 500 tys., który potem oddaje, bo nigdy go nie miał.

Sponsorowane materiały w praktyce

Najlepsze przykłady to:

  • „10 powodów, dla których musisz kupić odkurzacz XYZ (powód nr 7 Cię zaskoczy!)”.
  • „Eksperci ostrzegają: nie używasz kremu marki Z? Twoja skóra umrze szybciej niż Twoje marzenia”.
  • „Test laptopów” – w którym dziwnym trafem wszystkie minusy konkurencji są takie same, a plusy jednego konkretnego modelu świecą się jak gwiazdka betlejemska.

Sponsorowane życie codzienne

Sponsorowane treści wchodzą też do codzienności:

  • Lekarz w prywatnej klinice mówiący: „polecam ten syrop” (bo dostaje bonus od producenta).
  • Blog parentingowy: „to nie jest reklama, to tylko przypadkiem nasze dzieci noszą dokładnie te same kurtki tej samej marki”.
  • Sąsiad, który nagle brzmi jak ulotka reklamowa, bo wziął udział w programie ambasadorskim.

Rodzinne śniadanie – sponsoruje nas cała lodówka

Ironia sponsorowanego świata

Kiedyś mówiło się: „reklama jest dźwignią handlu”. Dziś bardziej pasuje: „reklama jest dźwignią twojego wstydu”.
Bo jak inaczej nazwać sytuację, gdy szanowany dziennikarz publikuje tekst o „etycznym prowadzeniu biznesu”… sponsorowany przez firmę, która właśnie dostała karę za unikanie podatków?


Sponsorowane recenzje kultury

Sponsorowane materiały dotarły też do kultury:

  • Recenzje filmów, w których każdy minus ginie pod stosem słów „partnerem seansu była marka X”.
  • Książki, które dostają 10/10 w recenzjach, bo wydawnictwo sypnęło groszem.
  • Koncerty, które bardziej przypominają wielką reklamę producenta piwa niż wydarzenie muzyczne.

Najlepszy film roku, partnerem recenzji jest studio X

Czy da się żyć bez sponsorowanych treści?

Teoretycznie tak. W praktyce – nie. Internet bez sponsorowanych materiałów wyglądałby jak Netflix bez subskrypcji: niby istnieje, ale nikt z tego nie korzysta.
Sponsorowane treści są wszędzie. W artykułach, filmikach, podcastach, a nawet memach. Tak, dobrze czytasz – istnieją już memy sponsorowane. I to jest moment, w którym cywilizacja oficjalnie się kończy.


Co dalej? Prognozy sponsorowanej przyszłości

  • W 2030 roku nawet Twój budzik rano powie: „Dzień dobry! Wstań z łóżka dzięki energii płatków Nestlé”.
  • W 2040 roku sponsorowane będą już sny – będziesz śnił o zakupach w Lidlu, a opłata za sen zostanie pobrana automatycznie z karty.
  • W 2050 roku zamiast imienia dostaniesz kod sponsora: „dziecko, przedstaw się, jestem Marek™, syn Lidla i wnuk Amazona”.

Sen sponsorowany – w pakiecie z reklamą płatków śniadaniowych

Podsumowanie

Sponsorowane materiały w necie to jak plastik w oceanie – niby nikt ich nie chce, ale i tak są wszędzie.
Dlatego następnym razem, gdy przeczytasz artykuł zachwalający „rewolucyjny materac, na którym wreszcie się wyśpisz” – pamiętaj: jedyna rewolucja, jaka tam się odbywa, to w Twoim portfelu.


Sponsorowane treści – plastik internetu

PS: Ten wpis nie jest sponsorowany

Niestety. Bo gdyby był, to w tym miejscu dostałbyś kod zniżkowy na szczoteczkę soniczną i link do sklepu z VPN-em, który „uratował moje życie”.

Zobacz również: Wkurzające reklamy – nowa choroba cywilizacyjna

Zapraszamy na naszego Facebooka!

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *