Kiedy elektromarket staje się escape roomem


Polski elektromarket online z banerami reklamowymi zamiast towarów.
Strony elektromarketów to prawdziwy escape room

Wchodzisz na stronę polskiego elektromarketu. Nie wiesz jeszcze, że zaczynasz najtrudniejszą grę w swoim życiu – grę o przetrwanie twojej cierpliwości.
Zanim znajdziesz lodówkę, czajnik albo – o zgrozo – zwykłe baterie, musisz przejść przez 11 pop-upów, 4 banery na pół ekranu i 2 razy odpowiedzieć na pytanie: „Czy chcesz otrzymywać wyjątkowe oferty na maila?”.

Nie, drogi elektromarkecie. Nie chcę wyjątkowych ofert. Chcę tylko, żeby twoja strona ładowała się szybciej niż odpalanie Windowsa XP na komputerze z Biedronki.


Reklamy ważniejsze niż towar

Najpierw otwierasz stronę. Bam!
– „Kup telewizor 8K na raty 0%!”
– „Smartfon z kosmosu za jedyne 7999 zł!”
– „Black Friday, tylko że we wrześniu!”

A ty chciałeś tylko myszkę do laptopa. Ale spróbuj ją znaleźć. Klikasz kategorię „Akcesoria komputerowe”, a tam: 74 podkategorie, z czego połowa to reklamy partnerów, a druga połowa to kable HDMI w promocji za… 99 zł.
Myszki? Aaa, są. Trzy sztuki, z czego jedna „niedostępna”, druga „na zamówienie”, a trzecia „dostępna od stycznia 2026”.


Myszki? Są! Ale dopiero w 2026 roku.

Dostępność rodem z PRL

Polski elektromarket to jedyne miejsce, gdzie możesz kupić telewizor za 15 tysięcy, ale już toster za 99 zł towarem luksusowym.
Przeglądasz oferty:
– Laptop gamingowy za 12 tysięcy? „Dostępny od ręki”.
– Zwykły czajnik za 70 zł? „Produkt chwilowo niedostępny”.
– Płyta CD z grą sprzed 10 lat? „Dostępna na zamówienie – czas realizacji 90 dni”.

Jakby ktoś zrobił casting do „Czarnobyla” i pomyślał: „O! Idealny klimat sklepów online!”.


Czajnik – towar deficytowy.

HDMI za milion monet

Jest coś, co łączy wszystkie elektromarkety: kabel HDMI za równowartość czynszu w kawalerce.
Wchodzisz, patrzysz:
– Telewizor – 2500 zł.
– Konsola – 1800 zł.
– Kabel HDMI – 299 zł.

I jeszcze sprzedawca (albo chatbot na stronie) próbuje ci wmówić, że „to specjalny kabel z tytanu, który poprawia jakość obrazu i dźwięku, bo przewodzi piksele szybciej”.

Tak, jasne. To już wolę pociągnąć obraz przez sznurek do prania.


Święty Graal elektromarketów – kabel HDMI za 299 zł.

UX, czyli „Użytkownik? Xuj z nim”

Strony polskich elektromarketów wyglądają tak, jakby ktoś je projektował na kursie „HTML w 3 dni dla początkujących”.
Menu rozwijane na pół ekranu, 17 filtrów, z czego żaden nie działa.
Chcesz posortować po cenie „od najniższej”? – dostajesz pralkę za 4000 zł.
Chcesz wyszukać konkretny model laptopa? – dostajesz 47 wyników, z czego połowa to… pokrowce na laptopa.

A sekcja „opinie”? Tam już pełen festiwal:
– „Nie kupiłem, ale wygląda fajnie, daje 5 gwiazdek”.
– „Nie działało od razu, ale obsługa miła, więc 4 gwiazdki”.
– „Zepsuło się po 3 dniach, ale fajne pudełko, więc 3 gwiazdki”.


UX? Xuj z nim!

Sprzedawca – ten prawdziwy boss

W sklepie stacjonarnym jest jeszcze gorzej.
Podchodzisz i pytasz:
– „Czy macie słuchawki bezprzewodowe w dobrej cenie?”
A sprzedawca:
– „Oczywiście! Mamy model za 799 zł. Ale jak pan chce coś tańszego, to możemy zamówić na specjalne życzenie i przyjdzie za… no, dwa miesiące. Może trzy. Albo nigdy”.

I zawsze kończy się tak samo – kupujesz baterie AAA za 29,99 zł, bo przecież nie wyjdziesz z pustymi rękami.


Programy lojalnościowe – czyli punkty za cierpienie

W polskich elektromarketach punkty lojalnościowe zdobywa się nie za zakupy, tylko za przetrwanie.
– Kliknąłeś „X” przy pop-upie? +5 punktów.
– Odrzuciłeś „zgody marketingowe”? +10 punktów.
– Znalazłeś produkt, którego szukałeś? Gratulacje, właśnie wygrałeś główną nagrodę – kupon rabatowy 5 zł na kabel HDMI za 299 zł.


Level up: zamknięto baner.

Opinie sponsorowane, czyli „kupiliśmy wam zdanie”

Sekcja opinii na stronach elektromarketów to osobna kraina absurdu.
Czujesz, że 70 recenzji w 1 dzień to trochę podejrzane?
„Świetny produkt, polecam każdemu, najlepsza jakość, szybka dostawa!” – pisze użytkownik Janusz123, który recenzował też pralkę, smartfon, drona i… trampolinę, wszystko tego samego dnia.

To nie recenzje, to bardziej poezja współczesna pisana na akord.


Janusz123 – ekspert od wszystkiego.

Zakupy online kontra sklep stacjonarny

Wyobraź sobie scenariusz:
– Online: klikasz „Kup teraz”, a system informuje cię: „Produkt niedostępny”.
– Offline: idziesz do sklepu i słyszysz od sprzedawcy: „Tak, mamy ten model… ale w drugim mieście, 150 km stąd. Możemy zamówić. Czas oczekiwania? Trzy tygodnie”.

Zawsze jest coś. A najczęściej tym „czymś” jest… oferta dodatkowego ubezpieczenia, bo przecież kabel HDMI też może się zepsuć.


„Promocje” – czyli matematyka alternatywna

Polski elektromarket to mistrz czarnej magii cenowej.
– Cena początkowa: 1999 zł.
– Cena przekreślona: 2499 zł.
– Cena promocyjna: 1998 zł.

I na czerwono wielki napis: „TANIEJ O 501 ZŁ!”.
Jakby Einstein żył, dostałby zawału.


Magia polskich promocji.

Sprzedawca-czarodziej od rozszerzonej gwarancji

Kupujesz blender za 120 zł. Sprzedawca podchodzi i mówi:
– „Może pan dokupić rozszerzoną gwarancję na 3 lata za jedyne… 249 zł”.
Czyli płacisz dwa razy więcej za obietnicę, że jak blender się zepsuje, to sklep „rozważy reklamację”.

To już nie gwarancja, to subskrypcja cierpienia.


Gwarancja wieczysta na blender.

Klikbajty i click-trapy

Na stronie widzisz przycisk „SPRAWDŹ SZCZEGÓŁY”. Klikasz, a tam… kolejny baner reklamowy.
Albo tajemniczy link „Zobacz więcej promocji”, który prowadzi do strony z dokładnie tymi samymi produktami, tylko ułożonymi w innej kolejności.

To już nie UX, to psychologiczny escape room z elementami trollingowania klienta.


„Eksperci” w reklamach

Spotkałeś kiedyś eksperta z reklamy elektromarketu? Tego uśmiechniętego gościa, który mówi:
– „Najlepsze telewizory tylko u nas! Doradzimy ci profesjonalnie!”.

A potem idziesz do sklepu i pytasz:
– „Czym różni się ten telewizor od tamtego?”
Ekspert: „Eee… no… ten jest czarny, a tamten… też czarny. Ale droższy, więc lepszy”.


Abonament na prąd – przyszłość?

Już dziś można przewidzieć, że kolejnym krokiem elektromarketów będzie… abonament na prąd.
Kupujesz lodówkę, ale działa tylko 30 dni. Potem dostajesz maila: „Przedłuż działanie lodówki za jedyne 39,99 zł miesięcznie w pakiecie Premium Plus”.

I powiedz mi, że to nie brzmi prawdopodobnie.


Lodówka Premium Plus – tylko w abonamencie.

Podsumowanie: Polowanie na jednorożca

Kupowanie w polskim elektromarkecie to jak polowanie na jednorożca.
Teoretycznie wiesz, że istnieje.
Praktycznie – widzisz tylko banery, reklamy i kable HDMI w cenie złota.

Więc jeśli naprawdę potrzebujesz czajnika, myszki albo innej prostej rzeczy, to…
idź do warzywniaka. Tam przynajmniej wiesz, że ziemniaki są zawsze na stanie.


Kupowanie w elektromarkecie = pogoń za mitem.

Zobacz również: Stop Killing Games – jak korporacje odłączają kabel od Twojego dzieciństwa

Odwiedź nas na Facebook!

Tagi:

Jeden komentarz

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *